Studia to intensywny czas w życiu każdego kto się ich podejmie. Szereg obowiązków związanych z naszymi zainteresowaniami, jak koła naukowe czy też pierwsza praca zarobkowa sprawiają, że czasem może zabraknąć czasu na to, co w tym okresie najważniejsze – na naukę. Częste są sytuacje, kiedy studenci z braku czasu lub chęci zarobienia dodatkowych pieniędzy opuszczają zajęcia, na które są zarejestrowani. Skutkiem tego, poprzez brak kontaktu z materią przedmiotową, jest brak odpowiednich notatek, czyli jednego z najważniejszych źródeł wiedzy, jeżeli chodzi o naukę do egzaminu. Taka sytuacja generuje problemy z końcowym zaliczeniem przedmiotu. Studenci uciekają się wtedy do innych „pomocy naukowych” licząc, że korzystanie z nich przyniesie co najmniej ocenę dostateczną. Jeszcze częstszym zjawiskiem jest wykorzystywanie pomocy koleżanek i kolegów w trakcie pisania kolokwium lub egzaminu. Nieuczciwość wobec wykładowcy oraz rówieśników może też przybrać bardziej „ekstremalny” charakter. Niektórzy studenci uciekają się bowiem do… zastępstwa na egzaminie. Sytuację taką łatwo sobie wyobrazić. Student – najpewniej za określoną opłatą, ustaloną w drodze negocjacji – zleca zdanie egzaminu z danego przedmiotu osobie trzeciej. Zdający zaś zobowiązuje się zaliczyć ten przedmiot na określoną ocenę. Teoretycznie jest to prosta metoda zaliczenia pewnej materii, bowiem student zlecający nie musi denerwować się ewentualnym niepowodzeniem spowodowanym swoją niewiedzą. W istocie jednak jest to sposób niosący za sobą najbardziej dotkliwe konsekwencje. Ponadto na zdającego, w trakcie egzaminu, czyha wiele możliwych sytuacji, w których mógłby zostać zdemaskowany.

Jak w tego typu przypadkach kształtuje się odpowiedzialność za taki czyn? Na początku należy stwierdzić, iż wyżej wymieniony przykład jest przestępstwem wypełniającym znamiona czynu zabronionego określonego w artykule 272 Kodeksu Karnego, którego treść brzmi: „Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”  W tym przypadku mamy do czynienia z oszukaniem wykładowcy, mającym na celu wpisanie pozytywnej oceny końcowej. Ważnym elementem, przywoływanym często w literaturze, jest tutaj podstęp polegający na tym, iż wystawca dokumentu (w tym przypadku egzaminator) nie jest świadomy tego, że poświadcza nieprawdę, zostaje bowiem wprowadzony przez sprawcę w błąd, co oznacza wytworzenie w cudzej świadomości mylnego przekonania co do faktów, których dotyczy poświadczenie[1]. Egzaminator mylnie bowiem wierzy, iż daną ocenę faktycznie uzyskał student zapisany na jego zajęcia, który w dniu egzaminu podszedł do próby jego zaliczenia, a nie osoba za niego podstawiona. Kto w przypadku takiego przestępstwa ponosi zatem odpowiedzialność: student zlecający zdanie, czy zdający? Należy przyjąć, iż karą określoną w sankcji przepisu będą zagrożeni obaj sprawcy. Samo wyłudzenie jest bowiem czynem umyślnym, który popełniają zarówno student, jak i zdający. Chęć jego popełnienia, a co za tym idzie, skutek który ma ono wywołać, wyrażone zostają przez obie strony tej nielegalnej umowy. Pełnej odpowiedzi na to pytanie udziela wyrok Izby Karnej Sądu Najwyższego z 2014 roku (sygn. akt: II KK 138/14), który w jednej z tez traktuje, iż „Przestępstwo z art. 272 KK, może być popełnione zarówno wtedy, gdy sprawca sam bezpośrednio wprowadza w błąd osobę wystawiającą dokument, jak i wówczas, gdy działa za pośrednictwem lub przy współudziale innych osób”. Należy przyjąć zatem, iż odpowiedzialni za to przestępstwo będą obaj sprawcy czynu. Odrębną kwestią jest również poniesienie konsekwencji przez studenta zlecającego, które leży w wewnętrznej gestii uczelni i określane jest w Regulaminach Studiów. Niewątpliwie jednak reperkusje jakie niesie ze sobą takie przestępstwo zwykle są bardzo dotkliwe; postępowanie dyscyplinarne jest tu oczywiste, a bardzo prawdopodobne byłoby nawet wyrzucenie ze studiów.

Jak widać nie warto zatem posługiwać się tego typu nielegalnymi metodami tylko po to, by uzyskać pozytywną ocenę. Większą wartość ma bowiem możliwość dalszego studiowania i uniknięcie przykrych konsekwencji, nawet kosztem oceny niedostatecznej, aniżeli szukanie dróg na skróty. Wyżej wymienione praktyki zdarzają się niezwykle rzadko, jednak mimo to nigdy studentowi nie powinno przychodzić do głowy ich stosowanie. Niepotrzebne nerwy spowodowane ewentualnym zdemaskowaniem zdającego i idące za tym konsekwencje prawne powinny skutecznie odstraszać przed podjęciem się takiego czynu. Wydaje się więc, że najlepszą receptą na zapobiegnięcie takich problemów jest metoda najprostsza: rzetelna nauka. Dlatego też – Nie kombinuj, studiuj!

Bartłomiej Rosiak
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

[1] A. Grześkowiak, K. Wiak, Kodeks karny. Komentarz, Wyd. 4, Warszawa 2017.